Hasła reklamowe leków i suplementów mają specjalne miejsce w moim serduszku, radującym się absurdami.
Zresztą w ogóle cały ten segment produktów...
Najłatwiej chyba jednak zrobić babola, wymyślając hasła dla leków psychiatrycznych.
Bo cóż tu w sumie można napisać błyskotliwie, żeby zostawało w pamięci, ale zarazem z sensem i taktem.
Zresztą nawet gdy jakiś geniusz copywritingu wymyśli coś takiego, prawdopodobne, że zleceniodawca i tak poprosi o jakieś grubiej ciosane hasełko.
I tak, pewnego razu natknęłam się na kalendarz firmy farmaceutycznej z takimi hasłami:
"Oroes- lot na pozytywy"
"Sertanorm- pociąg do szczęścia"
Towarzyszyły im chyba nawet trochę psychodeliczne ilustracje z jakimś szybującym pociągiem (choć ręki sobie uciąć nie dam). Niestety nie mogłam zrobić fotki, bo kalendarz napotkałam w czasie wykonywania obowiązków służbowych (i tak już dostatecznie dużo wysiłku sprawiło mi szybkie zmazanie z twarzy banana).
To są hasła reklamowe tabletek przeciwko depresji.
Równie dobrze mogłyby być reklamami halucynogennych pigułek opartych na LSD.
Zresztą bardzo prawdopodobne, że ich twórcy zażywają i jeden i drugi gatunek środków.
Innym razem za to udało mi się sfotografować inną smaczną reklamę.
I tu akurat nie da się zaprzeczyć.
Co by nie mówić o życiu ze wszystkimi tymi zaburzeniami i chorobami, to jego jakość na pewno jest oryginalna.
